• Wpisów:7
  • Średnio co: 195 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:30
  • Licznik odwiedzin:1 471 / 1562 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To już jutro… Nareszcie. Ten tydzień ciągnął się w nieskończoność. W szkole było przerażająco nudne. Nie mogliśmy prawie nic fajnego zrobić, bo wtedy z obozem moglibyśmy się pożegnać. Na szczęście udało nam się nie dostać żadnej kary.
Dzisiaj w szkole głównym tematem wszystkich rozmów był jutrzejszy wyjazd. Dziewczyny rozmawiały o tym co ze sobą biorą i jacy przystojni chłopacy w tym roku z nami jadą, a nasi tancerze już planowali co będą robić i ile karnych kółek przebiegną. Przypuszczam, że w moim wypadku tez nie obędzie się bez jakiejś kary za nieprzestrzeganie ciszy nocnej czy coś w tym rodzaju, ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze, żeby było śmiesznie i żeby było co wspominać…
Na ostatniej lekcji nie mogłam już wysiedzieć w jednym miejscu. Zachowywałam się jak osoba z ADHD. Kompletnie nie wiedziałam o czym była mowa. Wszystkie moje myśli były zaprzątnięte jutrzejszym wyjazdem. Myślałam o tych ogromnych zmianach, które mają się w tym roku dokonać oraz o tym szaleństwie, które planuje już od paru ładnych tygodni.
Nareszcie usłyszałam upragniony dźwięk dzwonka. Był to najpiękniejszy dzwonek, jaki kiedykolwiek słyszałam, bo zapoczątkował szereg dość ciekawych zdarzeń, które totalnie zmieniły moje życie. Szybko wrzuciłam ksiązki do torby i podbiegłam do Nari i Katiny. Mocno je uściskałam i spojrzałam im prosto w oczy.
-To jak? Zaczynamy?- spytałam z nonszalanckim uśmiechem na twarzy.
Nawet mi nie odpowiedziały, bo oczywiście nie musiały. Jedna stanęła po mojej lewej stronie, a druga po prawej. To była dla mnie wystarczająca odpowiedź na to , że są gotowe na rozpoczęcie wielkiej obozowej przygody. Chwyciłam obie pod ramię i ruszyłyśmy szkolnymi korytarzami kierując się w stronę prowadzącą na wolność. Szłyśmy samym środkiem holu jak przystało na trzy szkolne piękności. Oczywiście żartuje, ale trzeba przyznać, że jakby zwolnić tempo, to wyglądało by to wszystko jak scena z prawdziwego amerykańskiego filmu. Prawdziwe nastolatki, zapatrzone tylko w siebie i masa chłopaków, którzy jak na nie patrzą to myślą tylko o jednym. ( jeżeli wiecie o co mi chodzi). No ale na szczęście my takie nie jesteśmy, wiec powróćmy już do naszego efektownego wyjścia.
Przekroczyłyśmy próg drzwi wejściowych. Oczywiście nie mogło być za dobrze więc aniołki zesłały na nas małą ulewę. Nie przejęłam się nią zbytnio. Stwierdziłam, że moje życie ma być piękne i takie właśnie będzie. Nie przeszkodzi mi w tym drobny deszczyk. Wybiegłam na boisko i zaczęłam się kręcić na samym środku ogromnej przestrzeni, w tej chwili pokrytej kałużami. Wszyscy się na mnie patrzyli, ale co tam? Raz się żyje.
Jakoś nikomu specjalnie nie śpieszyło się dołączać do mnie, tym bardziej, że deszcz zaczynał padać coraz mocniej. Ja jednak nie przestałam się bawić z kropelkami wody i po chwili poczułam już czyjąś obecność. Zobaczyłam obok siebie wysokiego chłopaka, wykonującego śmieszne ruchy w strugach deszczu ( przypuszczam, że podobne do moich). Nie wiem czemu, ale po nim dołączyło do mnie jeszcze kilka osób. Potem kolejne i kolejne…
To było cudowne. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego czegoś. Myślałam, że to jest możliwe tylko w filmach. Otaczający mnie ludzie tańczyli i po prostu dobrze się bawili. Jakby liczył się tylko piękny deszcz i my. Zobaczyłam obok siebie również roześmiana Nardianę i Katinę. W pewnym momencie po prostu stanęłam i wzniosłam twarz ku niebu. Czułam, jak krople rozbijają się o moje policzki i zamknięte powieki. To było jak oczyszczenie ze wszystkich problemów jakie do tej pory napotkałam na swojej drodze. Czułam, że to właśnie ten znak. Który mówi mi , ze mogę zacząć nowe życie.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Ujrzałam tłumy szczęśliwych ludzi, a wśród nich również owego chłopaka, który jako pierwszy odważył się do mnie dołączyć. Chyba wyczuł mój wzrok na sobie, bo stanął i obrócił się w moją stronę. Patrzył się prosto na mnie. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały.
W takich oto okolicznościach nawiązałam pierwszy kontakt z Salimem Gernem. W tym wypadku wzrokowy…
Czułam się bardzo dziwnie. Nigdy wcześniej mnie nic takiego nie spotkało. Zupełnie jakbym odpłynęła w jego oczach. Nie wiedziałam co dzieje się na około mnie. W mojej głowie zaczęły pojawiać się różne obrazy. Nie widziałam boiska i tańczących nastolatków. Przed oczyma miałam ogromny wodospad rozświetlony płomykami zachodzącego słońca. Drzewa wyższe niż bloki, ptaki piękniejsze od tęczy. Wszystko zdawało się tworzyć krajobraz raju. Niebo było różowo-czerwone, a po nim płynęły białe obłoki. Pełno pagórków pokrytych dywanami traw i złocistymi kwiatami przypominającymi słoneczniki.
W tej właśnie chwili poczułam, że naprawdę żyję… że jestem w moim prawdziwym świecie, do którego idealnie pasuje. To było niezwykłe uczucie.
Chciałam pozostać w tym miejscu jak najdłużej, lecz najwyraźniej nie było mi to dane. Nagle wszystko zniknęło. Znowu znajdowałam się na boisku. Poczułam pustkę. Ponownie ogarnęło mnie uczucie, że czegoś mi brakuje, że to co mam przed oczyma to nie moja bajka. Większość ludzi już rozbiegła się do swoich domów. Obok mnie stały już tylko Nari i Katina. Nawet nie zauważyłam kiedy wszyscy się rozeszli, kiedy zniknął Salim… zupełnie jakbym na jakiś czas kompletnie straciła świadomość.
-Lili…- szepnęła przerażona Nardiana- Co się stało? Na co się patrzysz?
-Już na nic. Wszystko w porządku.
-Jak to wszystko w porządku?!- krzyknęła zdenerwowana Katina- Dziewczyno zaczęłaś tańczyć w deszczu, co akurat jest do ciebie podobne, ale potem pięć minut stałaś bez ruchu i patrzyłaś gdzieś daleko przed siebie. Jak jakaś zaczarowana. Zupełnie jakbyś odpłynęła, jakby cię przy nas nie było… nie słyszałaś nawet jak cię wołamy.
-Nie wiem co się stało.- odrzekłam spokojnie- Chyba po prostu bardzo mocno się zamyśliłam. To wszystko.- wiedziałam, że to nie było zwykłe zamyślenie, ale nie chciałam je martwić tuż przed wyjazdem.
-Na pewno jest dobrze?
-Tak. Naprawdę. Nie martwcie się. To może i było dziwne, ale na sto procent to nic nad czym jest sens się zastanawiać.
Na tym poprzestałyśmy i skierowałyśmy się w stronę naszych domów. Więcej nie zaczynałyśmy tego tematu, choć wątpię, ze dziewczyny tak zupełnie mi uwierzyły. Przypuszczam, że zauważyły, ze nie chcę o tym mówić i nic ze mnie teraz nie wyduszą, więc dały sobie spokój.
Zbliżałyśmy się do domu Nardiany . Znajdował się na skrzyżowaniu dwóch ulic. Na jednej z nich miesza Katina. Ja niestety musiałam iść jeszcze kilka przecznic dalej. Zatrzymałyśmy się przy furtce i nagle coś przyszło mi na myśl. Czy Salim naprawdę był na boisku i stał z nami w deszczu…? Czy to możliwe? Chodzi przecież do liceum. To na drugim końcu miasta. Po co miałby przychodzić do gimnazjum i po chwili tak nagle znikać? Może to mi się po prostu wydawało…
-Dziewczyny widziałyście tego wysokiego chłopaka z czarnymi włosami? Stał na boisku gdy wybiegałyśmy ze szkoły.
- Tak. To był ten Salim? Zdziwiłam się co on tam robi, ale pomyślałam, że może po kogoś przyszedł.
-Na pewno na nikogo nie czekał, bo widziałam jak odchodził. –wtrąciła Katina- Całe to jego zachowanie było na maxa dziwne. Przyszedł. Gapił się na ciebie po chwili odszedł. Zupełnie sam.
-Na mnie? –udawałam zdziwioną.
-Tak.-odparła- Patrzył się prosto na ciebie przez ten cały czas jak tańczyłaś. Potem ty na niego spojrzałaś, a on nagle chwycił się za głowę, jakby coś go zabolało i natychmiast odszedł.
Ten szczegół jakby przeoczyłam. Wydawało mi się, że patrzyliśmy sobie przez cały czas prosto w oczy… Może to przez te halucynacje? Sama już nie wiem.
Po chwili się rozstałyśmy. Szłam między domami pogrążona w swoich paranoicznych myślach. Promienie słońca lekko „tańcowały” po mojej twarzy. Nie wiedziałam co robić. Czułam się zagubiona. Moje życie nigdy nie było do końca normalne, ale takie coś jeszcze mi się nie przytrafiło.

 

 
***

-Lili! Lili! Jak tam? Już spakowana?- zauważyłam zbliżającego się w moją stronę wysokiego chłopaka. Objęłam go na przywitanie.
-Jedy Wojtek już od miesiąca szykuję się na ten wyjazd, a ty się pytasz czy jestem spakowana. To logiczne- powiedziałam z sarkazmem. Lekki łobuzerski uśmieszek wymalował się na jego twarzy.
Może i nie mam chłopaka, ale za to na najlepszych przyjaciół zawsze mogę liczyć. Należy do nich niewątpliwie Wojtek Krygiel. Jest przystojnym chłopakiem o blond włosach za uszy i ciemnobrązowych oczach. Znamy się od małego. Uwielbiam go…
-No dobra, dobra- odpowiedział- Już nie bądź taka mądra. Pamiętaj, że jestem rok starszy, wyższy i silniejszy. Powinnaś się mnie bać, a nie… Szacunek i w ogóle- kocham jak się ze mną tak droczy.
-Już się boję. Po prostu lecę z płaczem do mamusi- uśmiechnęłam się0 Nic mi nie możesz zrobić.
-Tak? Na pewno? Jesteś tego na sto procent pewna?
Spojrzał na mnie groźnie i zaczął mnie łaskotać. To jest moja pięta Achillesa. Dla mnie to po prostu tortura. Szybko wymknęłam się z zasięgu jego długich rąk i pognałam schodami na piętro, a Wojtek nieudolnie starał się mnie dogonić.
Oczywiście udało mi się mu umknąć, ale na górnym holu czekała na mnie niespodzianka. Moja pani od chemii wysunęła się zza progu, gdy wbiegałam na sam szczyt schodów. Nie zdążyłam wyhamować i wpadłam na nią z rozpędem. Tuż za mną był Wojtek i również nie uratował się od kolizji z nami.
-Co wy wyprawiacie?! Już do dyrektora!- odeszła z wściekłą miną- Głupie dzieciaki… głupia szkoła… jak ja nienawidzę swojej pracy!- szeptała.
Powinniśmy się tym przejąć, ale my zamiast udawać skruchę, całą drogę do gabinet dyrektora śmialiśmy się do rozruchu. Dotarliśmy do tego „niby dla wszystkich uczniów strasznego miejsca”. Na dużych, drewnianych drzwiach przeczytałam napis: „Leszek Dorczyński”. Zapukaliśmy i weszliśmy do środka. Średniej wielkości pokoik był ślicznie umeblowany i zawsze p[pachniało w nim starością (jeżeli wiecie o jaki zapach mi chodzi). Na ścianach było mnóstwo przepięknych obrazów. Uwielbiam tu przebywać.
Jak tylko pan Leszek nas zobaczył uśmiechnął się szeroko.
-Znowu wy- udawał zirytowanego- To już trzeci raz w tym tygodniu. Co znowu wykombinowaliście?
-To pani Zintrey… - powiedział Wojtek z zażenowaniem- Mieliśmy z nią mały wypadek.
-Tak jakby trochę biegliśmy- dokończyłam.
-Czy wy nie możecie dać spokoju tej biednej kobiecie? Ona niedługo zawału przez was dostanie. Już nie mam na was siły… I co znowu mam wam uwagi wstawić? To i tak nic nie daje. Nawet nimi nie przejmujecie! Przez te wasze zawody i konkursy tak czy siak macie wzorowe zachowanie. A jak mam was karać co? Nie przeniosę do innych klas moich najlepszych uczniów i podopiecznych bo mnie znienawidzicie, a to nic nie pomoże. Bo niby jak wtedy miałbym was trenować? Hmmm
-Ale my jej nic nie robimy… - przerwaliśmy monolog.
Prosimy panie psorze…- udawałam skruchę- to był ostatni raz, a do tego to zwykły wypadek. Może zapomnimy o tym? Będziemy już grzeczni…
-Nie. Tym razem już wam nie odpuszczę. Wiem!- na jego twarzy pojawił się straszny uśmieszek, trochę przypominający minę złego charakteru z horroru. Czułam, że nie przyniesie on nic dobrego i miałam rację- Macie siedem dni do wyjazdu. Możecie zapomnieć o obozie jeżeli w tym tygodniu przyjdzie do mnie jakakolwiek skarga na was.
-Ale proszę pana… - wtrącił Wojtek- to za surowa kara. My przyrzekamy. Już nie będziemy sprawiać kłopotów.
-No to super!- Dyrektor potarł dłonią o dłoń- Skoro nie będziecie to ta kara to zwykła formalność. Jeżeli dotrzymacie obietnicy to pojedziecie.
-Ale…
-Już skończyłem. Odmaszerować! Widzimy się dziś na treningu.
Nie mieliśmy już nic do gadania w tym temacie, więc odpuściliśmy. I tak nic byśmy nie wskórali.
Wojtek otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Zatrzymaliśmy się przed wejściem do gabinetu i spojrzeliśmy na siebie. Byliśmy trochę zdenerwowani. Ten obóz to najpiękniejszy czas w całym roku. Miesiąc beztroski, miłości, przyjaźni i oczywiście tańca. Czekaliśmy na niego już tak długo, a teraz okazuje się, że możemy nie pojechać.
-Słuchaj, to przecież nie akie trudne.- zaczął Wojtek- Musimy tylko nie sprawiać problemów przez jeden króciutki tydzień. To nic takiego. Bądźmy po prostu normalni.
-Jesteś bardzo śmieszny.- zaśmiałam się- Jak musimy być normalni to nie możemy być sobą. To nielada wyzwanie, ale okej. Ja z chęcią się go podejmę.
-Moja dzielna dziewczynka…- spojrzał na mnie z tym swoim nonszalanckim uśmiechem na ustach. Nieraz mam wrażenie, że oczekuje ode mnie czegoś więcej od przyjaźni, ale modlę się aby to nie była prawda.
Uderzyłam go lekko w ramię, udając, że wkładam w to dużo siły. Objął mnie swoim długim ramieniem i razem pomaszerowaliśmy w stronę holu, na którym czekały na nas Nardiana i Katina…
-Naprawdę dał wam taką surową karę? No nie wierzę!
-To nie nasza wina! Ta gruba baba zawsze musi się nas uczepić. Postawiła sobie na celu dręczenie nas. – narzekał Wojtek próbując nas w jakiś sposób bronić.
-Teraz musicie bardzo uważać…- rzekła poważnie Katina- bez was na tym obozie nie będzie tak samo. W ogóle nie powinniście się widywać, bo wy raem zawsze coś odwalicie.
Katina jest bardzo rozsądną osobą. Jej wypowiedzi są zawsze takie poematyczne i jakby melodramatyczne. Nie wiem sama jak to określić. To naprawdę trudne. Ma prostą grzywkę i zielone oczy. Wyróżnia się spośród tłumu. Podobnie jak ja ma własny styl, choć znacznie różni się od mojego. Jest bardzo dziewczęca. Jest miła i zawsze ma zrobione lekcje. Nie bez powodu jest moją przyjaciółką. Oczywiście żartuję. Wróćmy do tematu.
-Wiemy- odpowiedziałam- nam obojgu bardzo zależy na tym wyjeździe, więc uwierzcie mi, że będziemy się pilnować.
-No mam nadzieję.- zażartowała już nie co weselszym głosem Nardiana.
Rozmawialiśmy jeszcze parę minut, ale niestety musieliśmy się rozstać. Wojtek śpieszył się, żeby nie spóźnić się na lekcje, a my z dziewczynami byłyśmy umówione na koktajle w jednej z naszych ulubionych kawiarni.
Przytuliłam Wojtka na pożegnanie i każde z nas poszło w swoją stronę. Wyszłyśmy przed budynek szkoły i skręciłyśmy w jedną z parkowych dróżek. Krajobraz miasta pokrytego białym puchem był przecudowny. Drzewa ubrane niczym panny młode w białych sukienkach otaczały nas ze wszystkich stron. Zaczynało się robić ciemno, ale my się nie spieszyłyśmy. Wszystkie kochamy spacerować wieczorami… a zwłaszcza ja. Często wybieram się na takie spacery z Wojtkiem. Czuję wtedy ogromną bliskość ze światem. Wydaje mi się, że jestem bliżej Boga. Spokój, cisza, taka niewytłumaczalna błogość. Uwielbiam to. Mogę wtedy pomyśleć, porozmawiać z nim.
Po chwili wyszłyśmy z parkowej dróżki na betonowy chodnik. Wygląd miasta również zachwycał. Ciemność, światła latarni, domów. Ma to swój własny niepowtarzalny urok. Po paru minutach dotarłyśmy na miejsce. Przywitałyśmy się z sympatyczną staruszką stojącą przy kasie i usiadłyśmy przy stoliku usytuowanym w roku kawiarni tuż przy oknie. W ten sposób mogłyśmy bez problemu przyglądać się co dzieje się na zewnątrz.
Zamówiłyśmy koktajle i kilka ciasteczek. Nareszcie mogłyśmy w spokoju o wszystkim porozmawiać. Często spotykamy się w tym miejscu. Właścicielka kawiarni dobrze nas już zna i zawsze jesteśmy tu mile widziane.
-No to kotku opowiadaj…- spojrzała na mnie Nardiana.
-Ale co mam niby opowiadać?
-Jak to co?!- oburzyła się Katina- Ty i Wojtek cieloku! Ostatnio jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliście. Gołym okiem to widać.
-Więc…- dokończyła Nardiana- żądamy wyjaśnień. Czy między wami jest może jednak odrobinka chemii?
-OMG! Czy ja mam wam to jeszcze tysiąc razy powtórzyć?! Znamy się od dziecka. Kocham go. Jest w moim życiu bardzo ważny, ale traktuje go jak najlepszego przyjaciela…ewentualnie brata. Czemu cały czas wszyscy mi się o to pytają skoro już znają odpowiedź.? Łącznie z wami.
-No bo to już nie wygląda na zwykłą przyjaźń…- powiedziała Katina- spędzacie ze sobą prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę. W sumie to się nie dziwie. Mieszkacie tuż obok siebie, ale to przytulanie, te spacery, to wszystko…
-Jak się na was patrzy to widać dwoje zakochanych ludzi. Zauważ jak on się na ciebie patrzy. Zresztą ty na niego też. Prosto w oczy. To nie są spojrzenia dwóch znajomych czy nawet przyjaciół.
Bla bla bla. Non stop to samo. Paplanie o tym, że czuję coś więcej do Wojtka Krygiera. Tyle ludzi już tak uważa, że niedługo ja uwierzę, że to jest prawda. Nawet moja mama ze mną o tym rozmawiała. Nie do wytrzymania…
-Mylicie się. Jest dla mnie bardzo ważny. Tak samo bardzo jak wy. Słuchajcie… dużo o tym myślałam jak ludzie zaczęli plotkować. Chciałam się w nim zakochać. Myślałam, że tak właśnie powinno być. Najpierw najlepsi przyjaciele, a z czasem dwójka zakochanych w sobie ludzi. Długo próbowałam obudzić w sobie uczucie do niego, ale nadaremnie. Nic z tego nie wyszło. Zdałam sobie wtedy sprawę, że on nie jest w stanie stać się moją pierwszą i jedyną miłością, albo ja po prostu nie potrafię się zakochać. Proszę was, nie roztrząsajmy tego.
-Dobrze, więc nie gadajmy już o tym. – Nardiana przysunęła się bliżej i przytuliła mnie.- Czyli mam rozumieć, że nadal poszukujemy tych waszych pierwszych miłości… -zmieniła ton na bardziej żartobliwy- Ja już mam chłopaka, teraz wasza kolej. Już nie mogę się doczekać naszych potrójnych randek.- uśmiechnęła się szeroko.
Nardiana ma chłopaka już od pół roku. Po wielu miłosnych przygodach, po dwóch latach przyjaźni, nareszcie postanowili być razem. Tak opisując to w dużym skrócie… Jake się w niej zakochał, ale Nardiana kręciła w tym czasie z Tomkiem. Sytuacją była dość skomplikowana, ale na szczęście wszystko się wyprostowało. Ona stwierdziła, że Tomek to głupek, a Jake odważył się powiedzieć jej co czuje. Nari na początku chciała tylko przyjaźni, ale po kilku miesiącach nareszcie otworzyła oczy i zrozumiała, że on jest dla niej kimś więcej iż przyjacielem. Przez jej zwlekanie ich związek prawie by nie istniał. Dzięki niej wiem teraz, że jak kogoś kochasz i twoje uczucie jest odwzajemnione, to nie czekaj, bo ono nie będzie trwać wiecznie.
Nie boję się zakochać. Wręcz przeciwnie, bardzo tego chcę, ale jak na razie chyba naprawdę nie poznałam odpowiedniej osoby.
-No a więc skoro zmieniamy temat…- Katina spojrzała na nas podekscytowana- Słyszałyście, że Karia już nie kręci z tym nowym z Jokera? (tak dla jasności Joker to nasz klub taneczny).
-Czekaj, jak on się nazywa…?- zastanawiała się Nari.
-Salim…- powiedziałam bez zastanowienia- Salim Gern.
-A ty skąd taka poinformowana?
-Tańczymy w Jokerze, mam najlepszego przyjaciela, który informuje mnie o różnych ciekawostkach o swoich kolegach no i kumpluje się z większością tancerzy od nas. Zresztą wy tez, więc co się dziwić.
-No niby tak… -stwierdziła Nari- Ale czemu w takim razie my nic nie wiemy. To nie fair. Bezsensu.
-Dobra już skończmy.- podsumowała Kati- Chcecie się teraz o to kłócić? Zachowujecie się jak dzieci.
Katina jest z nas najbardziej odpowiedzialna i rozważna, ale nie brak jej również szaleństwa. Każda z nas jest wyjątkowa na swój sposób.
-A teraz ten cały Salim… -dokończyła- Ciekawe jak to tam z nimi było. Oni kręcili już chyba od początku semestru. Dogadywali się świetnie, myślałam, że ich związek przetrwa trochę dłużej.
-Nie mam pojęcia co się między nimi stało, ale Wojtek mówi, że Salim nie chce o tym rozmawiać. Jak ktoś zaczyna temat on próbuje go jak najszybciej zakończyć. Tak jakby cierpiał z tego powodu i bolało go każde wspomnienie o tym.
-Może masz rację…- wtrąciła się Nardiana- pewnie dowiemy się prawdy na obozie. W końcu jesteśmy z bliźniaczkami i Oliwią w domku. Nie wierzę, że nie poruszymy tego tematu. To niewykonalne…





 

 
I.
JA

Odkąd tylko pamiętam zawsze w moim życiu było cos nie tak jak powinno. Gdy byłam małym dzieckiem nie dostrzegałam tego. Miałam małe pojęcie o otaczającym mnie świecie. Liczyła się tylko zabawa i to, żeby rodzice byli ze mnie dumni-nieważne z jakiego powodu. Jak oni byli szczęśliwi, to ja też. Nie potrafiłam samodzielnie myśleć o ważnych sprawach, jak również dostrzegać inności w przebywających w moim towarzystwie ludziach.
Życie dziecka jest ślepe. Jest chronione grubą warstwą niewiedzy. Gdy człowiek nie zdaje sobie sprawy ze zła tego świata, to się nim nie martwi. Gdy ktoś mało wie, to również ma mniej problemów wynikających z zadawanych przez niego pytań i dociekliwości. Im człowiek posiada więcej informacji o otaczającym go świecie, tym jego życie jest trudniejsze.
Czyli tak najprościej mówiąc-„Im człowiek starszy, tym mądrzejszy, a im mądrzejszy, tym coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że jego życie to jedno wielkie gówno”. Dlatego właśnie ja nie mam zamiaru dorosnąć. Nie zamierzam zmienić mojego patrzenia na świat. Chcę się cieszyć życiem póki jeszcze mogę, bo nie wiadomo ile każdy z nas ma jeszcze czasu.
Mam szesnaście lat. To już dość pokaźna liczba. Nie jestem przynajmniej bachorem z przedszkola płaczącym co pięć minut. Mieszkam w małym mieście pozbawionym wszelkich walorów turystycznych, czy jakichkolwiek innych. Zresztą nieważne. Mam świetnych rodziców, tylko że zamiast spędzić ze mną choć trochę czasu, to oni wiecznie gdzieś podróżują. Mnie zawsze zostawiają w domu ze względu na szkołę. Muszę wtedy zostawać pod opieką mojej głupiej ciotki, która uważa, że młodość, wyobraźnia i szaleństwo to trzy największe grzechy. Uwierzcie mi, że Nie lada wyczynem jest wytrzymanie z nią pod jednym dachem. Dobrze, że i tak większość czasu nie ma mnie w domu, bo chyba dostałabym fioła.
Szkoła jak szkoła… Świadectwa, oceny, obowiązki, ale przede wszystkim znajomi i problemy z otaczającym nas dojrzewającym społeczeństwem. Dopiero co pożegnałam wakacje, a już minął pawie cały pierwszy semestr. Masakra… Cały ten czas tak szybko mija. Prawie go nie zauważam. Umyka mi w najprostszy możliwy sposób.
Jestem jakby to ładnie określić dostrzegana w szkole. Należę do klubu tanecznego i całkiem nieźle mi to wychodzi. Mam znajomych z wielu miast. Poznajemy się na turniejach i zgrupowaniach.
Trzecia klasa to super okres. Jesteśmy już bardziej dojrzali niż w poprzednich latach. Życie jest ciekawsze z perspektywy nastolatki niż pięcioletniej dziewczynki. Spotkania ze znajomymi, imprezy i więcej wolności. Brzmi całkiem nieźle…
Tylko jest jeden maleńki problem. Mi to nie wystarcza. Dobrze się uczę, jestem wysportowana, mam rodzinę, pieniądze i najlepsze przyjaciółki pod słońcem, na które zawsze mogę liczyć, ale i tak czuję pewną pustkę… nie umiem jej zapełnić. Niech żyje moja kochana logika.
Zbliża się obóz taneczny organizowany przez nasza szkołę. Lecimy do Anglii. Będziemy dużo trenować i polepszać swoją kondycję, ale również zwiedzać i dobrze się bawić. Uwielbiam te obozy. Co roku jest prawie taki sam skład, tylko dochodzi kilka osób z pierwszego roku. Mam swoją paczkę, z którą zawsze się trzymam. Jest w niej sześć dziewczyn (w tym ja) i siedmiu chłopaków. Przeżyłam z tymi osobami najpiękniejsze chwile w moim krótkim życiu właśnie na tych wyjazdach. Mam nadzieję, że ten będzie jeszcze lepszy niż poprzedni o ile to w ogóle możliwe.
Postanowiłam sobie, że na tegorocznym obozie będzie jedno wielkie szaleństwo i totalny spontan, że będzie to wyjątkowy czas. Chcę zrobić cos, co zapamiętam do końca życia i dzięki czemu inni mnie zapamiętają. Mam nadzieję, że mi się uda.
Do wyjazdu zostało już tylko siedem dni katorgi w szkole. Musze to jakoś wytrzymać. Może nie będzie aż tak źle. Koniec semestru, oceny prawie wystawione… Jakoś to przeżyję.
 

 
Będę co jakiś czas dodawała kolejne rozdziały mam nadzieję, że uda wam się przenieść w mój świat
 

 
PROLOG

Nazywam się Lili. Jestem jedną z tych wszystkich nastolatek, uważających, że ich życie to jedno wielkie przysłowiowe dno. Co na to poradzić ? i to właśnie jest kluczowe pytanie. A odpowiedź brzmi „NIC”. Mówiłam tak przed minionymi wydarzeniami i mówić tak będę nadal. Jak coś ma się zmienić, to zmieni się samo w swoim czasie. Tak właśnie było i w moim przypadku, tylko że w tym wypadku zmiany te natknęły się na drobne niedogodności, które nieco skomplikowały przebieg ostatnich wydarzeń. Ale bez nich nie powstałaby ta opowieść.
 

 
oto mój pokoik jak wam się podoba?? tutaj się zamykam wieczorami i tworzę historie, które zmieniają moje życie
 

 
hejka jestem Lili <3 żyje w dwóch światach... jeden z nich to świat ludzi, a drugi to mój własny świat wyobraźni. chciałabym opowiedzieć wam o moich przygodach ... O MIŁOŚCI, ODWADZE I PRZYJAŹNI